AKT IV

AKT IV

SCENA 1

Pokój Patryka. Dużo obrazów, reprodukcji, z boku sztaluga. Ciekawe zasłony w oknach. Przy biurku brak komputera, jest za to kilka albumów. Na podłodze radiomagnetofon Patryk i Martyna siedzą na kanapie, przeglądają album z reprodukcjami.

PATRYK
Zobacz na tę grę światła tutaj. Niesamowite, co?

MARTYNA (pochyla się nad albumem)
To naprawdę piękne. Nigdy nie interesowałam się sztuką i teraz widzę, ile straciłam!

PATRYK (z uśmiechem)
Czasem warto wychylić się zza monitora!

MARTYNA (zerka na biurko)
Ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że nie masz komputera! W dzisiejszych czasach! To jakiś kosmos!

PATRYK
Nie jest tak źle. Mamy komputer w dużym pokoju. O, a zobacz na ten! (pokazuje jej obraz w albumie).

MARTYNA
Piękny!

PATRYK
Marzyłoby mi się stworzenie reprodukcji. Mam już na swoim koncie „Damę z gronostajem”, ale nie wyszła dobrze. Chociaż babci się podobała.

MARTYNA
Na pewno ci się uda! Ja w ciebie wierzę! I Marek też! (pochmurnieje)

PATRYK
A spójrz tutaj… (dostrzega, że Martyna jest smutna). Oj, skarbie! Znów się martwisz tym Londynem?

MARTYNA
No tak… to okropne, że Marek nie może pojechać. Tyle serca włożył w tę grę!

PATRYK
Czemu on właściwie tak się upiera?

MARTYNA (wstaje i podchodzi do biurka).
Może nie powinnam ci mówić, ale… no dobra. Rodzice Marka mają problemy z kasą. Taki zagraniczny wypad w ogóle nie wchodzi w grę.

PATRYK
Ech… Więc to o to biega! Kiepska sprawa!

MARTYNA (siada z powrotem przy Patryku)
Niestety… Tak mi przykro! Nawet myślałam, żeby nie jechać. Solidarnie!

PATRYK
No co ty! Napracowaliśmy się nad tym projektem! Zresztą jeszcze nie koniec! To by dopiero było idiotyczne – nie jechać i przegrać walkowerem!

MARTYNA
I nie fair wobec Marka. I Darka też.

PATRYK
No właśnie.

MARTYNA
Taka bezsilność jest okropna!

PATRYK
No, ale nie myśl teraz o tym. Cieszmy się tym wspólnym czasem. Może wyskoczymy do kina? Weźmiemy największą paczkę popcornu i moje ulubione chipsy! Co ty na to?

MARTYNA
Brzmi fajnie.

PATRYK (z uśmiechem)
To na co czekamy?

Wychodzą.

SCENA 2

Pokój Patryka. Patryk przy biurku odrabia lekcje. Wchodzi Marek.

MAREK (rozradowany)
Cześć!

PATRYK (wstaje)
Ahoj! Nie wiedziałem, że wpadniesz!

MAREK
Miałem zadzwonić, ale muszę się tym podzielić osobiście! Rany, już się nie mogę doczekać! Spadła ci kiedyś gwiazdka z nieba?

PATRYK
Co ty pleciesz?

MAREK
Teraz mogę ci powiedzieć… Nie dałbym rady jechać do Londynu, bo u mnie cienko z kasąâ€¦

PATRYK
Oj, Marek! Trzeba było od razu powiedzieć! Moglibyśmy spróbować coś zorganizować. Czekaj, może jeszcze się uda, trzeba pomyśleć…

MAREK
Nie, już nie trzeba! Dziś zadzwonili z jakiejś fundacji, że sfinansują mi wyjazd z opiekunem! Zasponsorowali bilety lotnicze i pobyt w hotelu! Już jutro mogę je odebrać!

PATRYK
No to super! Naprawdę się cieszę (klepie Marka po plecach).

MAREK (siada na kanapie)
A do mnie jeszcze to do końca nie dociera! Skąd oni mogli się dowiedzieć?

PATRYK (wzrusza ramionami)
Nie mam pojęcia! (siada obok Marka). W sumie to nie ma znaczenia.

MAREK
Fakt.

PATRYK
Najważniejsze, że jedziesz z nami. W końcu jesteś naszym kapitanem. Pierwszą osobą w zespole!

MAREK
Wcale nie! Bez twojej pomocy nigdy nie dostalibyśmy się do finału.

PATRYK (patrzy w bok)
Coś ty, to tylko trochę obrazków, nic więcej.

MAREK
Nie zgrywaj skromnego! Jesteś naprawdę dobry!

PATRYK
Może…

MAREK
Na pewno! Zobaczysz, dzięki twojej grafice wygramy!

PATRYK
Chyba już wygraliśmy. A przynajmniej ja. Wygrałem dziewczynę. I chyba teżâ€¦ przyjaciela?

Patrzą na siebie poważnie.

MAREK (po chwili)
Owszem.

PATRYK
To jest najważniejsze. Chociaż Londynem też nie pogardzę! (wesoło)

MAREK (wstaje)
Właśnie, ja też nie! (zerka na zegarek) Lecę! Mam jeszcze sporo do załatwienia przed wyjazdem!

PATRYK
Leć, leć!

MAREK (odwraca się w drzwiach)
Dzięki, Patryk. Za wszystko.

PATRYK
I vice versa! Ahoj!

Marek wychodzi

SCENA 3

Ojciec wchodzi do pokoju Patryka. Patryk siedzi nad lekcjami.

OJCIEC
Patryk! Powiedz mi co ty ostatnio wyprawiasz?

PATRYK
Ale o co chodzi?

OJCIEC
Jak to o co? Skąd, u licha, taka rozrzutność u ciebie?

PATRYK
Chodzi o te pieniądze, które miałem odłożone na obóz narciarski w Alpach?

OJCIEC
Tak. Co się z nimi stało?

PATRYK
Przecież uzgodniliśmy, że przekażę je wujkowi Antoniemu na jego fundację.

OJCIEC
Ja nic o tym nie wiedziałem.

PATRYK
No tak. Załatwiłem to z mamą, ale ty byłeś wtedy strasznie zajęty.

OJCIEC
Przecież taka fundacja to worek bez dna. Nie możesz się tak wyrzekać prezentów od nas.

PATRYK
Spokojnie, tato. To jest tylko jednorazowa sprawa.

OJCIEC
Ale to przecież spora suma.

PATRYK
Ktoś z moich znajomych był w wielkiej potrzebie i poprosiłem wujka, by te pieniądze mu przekazał. Przecież wujek nie przeznaczyłby kasy na żadne głupoty!

OJCIEC
Tego wcale nie jestem pewien. Twój wujek to urodzony filantrop. Który to z twoich znajomych ma takie wielkie potrzeby?

PATRYK
To tajemnica! Nawet sam obdarowany nie wie, skąd wzięły się te pieniądze.

OJCIEC
Głupio zrobiłeś, rezygnując chociaż z podziękowań! Należały ci się!

PATRYK
Mnie to niepotrzebne. Wiesz, że ten chłopak cieszył się jak przedszkolak i nazwał to „gwiazdką z nieba”?

OJCIEC
Phi, pewnie wszystko przepuści na jakieś głupoty! Wam, młodym, tylko to w głowie!

PATRYK
No dobrze, powiem ci! Chodzi o tę grę, którą przygotowywałem wspólnie z przyjaciółmi. Przeszliśmy do finału!

OJCIEC
Przecież wiem. To wielki sukces. A Londyn to piękne miasto, powinieneś zostawić sobie trochę czasu na zwiedzenie!

PATRYK
No jasne! W każdym razie jeden z moich kolegów nie mógł jechać, bo jego rodziców nie było stać na opłacenie takiego wyjazdu. No to ja opłaciłem.

OJCIEC (śmieje się)
Z moich pieniędzy!

PATRYK
Przecież to ja zaoszczędziłem te pieniądze! Zrezygnowałem z wycieczki w Alpy!

OJCIEC
W sumie racja! To ładnie z twojej strony, że tak bezinteresownie pomagasz! Jestem z ciebie dumny. (po chwili, z udawaną surowością). No, a teraz wracaj do odrabiania lekcji!

PATRYK
Tak jest, tato!

Siada przy biurku. Ojciec wychodzi.

SCENA 4

Patryk trochę poddenerwowany. Wygląda przez okno, krąży po pokoju.

MARTYNA (wchodzi)
Cześć! (całuje Patryka w policzek)

PATRYK (z pretensją)
No nareszcie! Spóźniłaś się dwadzieścia minut! Już się martwiłem!

MARTYNA (śmiejąc się)
To lepiej zacznij się przyzwyczajać, bo punktualność nie jest moją mocną stroną!

PATRYK
Popracujemy nad tym! Siadaj.

MARTYNA
I jak przygotowania do wyjazdu?

PATRYK
Nieźle. Zrobiłem już taką prezentację strony wizualnej. Całkiem fajnie wyszła, pokażę ci później. A jak scenariusz?

MARTYNA
Wprowadzam ostatnie poprawki, ale wyrobię się do finału (po chwili) Dobrze, że Marek jedzie to nie będziemy musieli zajmować się tym co on zrobił.

PATRYK
Tak. Marek dostał prawdziwą gwiazdkę z nieba!

MARTYNA
Kpisz, czy o drogę pytasz?

PATRYK
No co? Przecież sam tak powiedział!

MARTYNA
Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Rozumiem, że Markowi nie powiesz, skąd się wzięła kasa na wyjazd, ale chociaż ze mną mógłbyś być szczery.

PATRYK
Jak się domyśliłaś?

MARTYNA
Głupio wpadłeś, myląc e-maila fundacji z moim.

PATRYK
O rany! Ale nie powiedziałaś nikomu?

MARTYNA
Nie. Tylko wywiesiłam komunikat na Facebooku, wiesz?

PATRYK
Nie kpij ze mnie.

MARTYNA
Człowieku, czego ty się boisz? Czy Marek cię pobije za to, że zrezygnowałeś z nart, żeby mu pomóc?

PATRYK
Wiesz, ja po prostu źle się czuję, jak kogoś stawiam w sytuacji wdzięczności.

MARTYNA
Tak po prawdzie to ty też skorzystasz z tego, że Marek jedzie. Z nim mamy o wiele większe szanse w walce o nagrody. Aż tak nie musisz się o to martwić. Jednak zupełnie nie rozumiem, dlaczego mi nie powiedziałeś.

PATRYK
Po prostu nie chciałem mówić nikomu i już.

MARTYNA
A podobno jestem najbliższą ci osobą. A tu taki brak zaufania…

PATRYK
To nie tak. Czasem nawet przed najbliższymi ukrywamy takie rzeczy jak prezenty-niespodzianki, nie?

MARTYNA
Niech ci będzie. Odpuszczę ci.

PATRYK
A dasz się pocałować na zgodę?

MARTYNA
Co to to nie!

Ale Patryk nie słucha, pochyla się nad nią i całuje.

Gasną światła.
SCENA 5
Patryk i Martyna na kanapie. Szepczą coś do siebie czule, całują się co jakiś czas. Marek wchodzi do pokoju

MAREK (mruga porozumiewawczo)
A wy znowu razem!

MARTYNA
Pomyłka! teraz cała nasza trójka jest razem. I razem podbijemy Londyn!

MAREK
A może i czwórka…

MARTYNA
Co ty gadasz?

MAREK
To ty jeszcze nie wiesz?

MARTYNA
O czym?

MAREK
Raczej o kim! O Darku.

MARTYNA (z niepokojem)
Co z nim?

MAREK
Wczoraj zaczął się wybudzać. Właśnie dzwoniła do mnie jego mama.

MARTYNA (piszczy z radości, rzuca się Markowi na szyję, razem wirują po pokoju. Patryk przygląda się temu smutno)

Juuuupi! Nareszcie!

MAREK
Mówiłem, że wszystko będzie dobrze!

MARTYNA
Jasne! Pomyśl tylko, Bitowcy znowu wrócą!

MAREK (śmieje się)
Bit do bita gra już bryka!

MARTYNA
Będzie jak dawniej! Razem z Darkiem przygotujemy taką grę, że podbijemy nie tylko Londyn, ale i kosmos!
Zatrzymuje się. Zerka na Patryka, który smutny siedzi na kanapie.
Hej, Patryk! Coś tak zmarkotniał? Nie cieszysz się!

PATRYK (smutno)
Jasne, że się cieszę! Bardzo bym chciał poznać tego waszego Darka.

MAREK
Musimy go odwiedzić!

PATRYK
To może idźcie sami? Ja w sumie jestem obcy.

MARTYNA
Jak to obcy? Jesteś moim chłopakiem!

MAREK
I jednym z nas, Bitowców!

PATRYK
Serio?

MARTYNA
No pewnie!

PATRYK
Ale dwóch grafików w jednym zespole to chyba trochę za dużo?!

MAREK
Już ty się nie bój, roboty wam nie zabraknie! A Darek na pewno cię polubi!

PATRYK (rozchmurza się)
Skoro tak…

MARTYNA
To co? do pracy, chojracy!

MAREK
O nie! Dzisiaj świętujemy! Są ważniejsze rzeczy niż projekt!

Patryk włącza radiomagnetofon. Z głośników płynie ta sama piosenka, przy której już kiedyś się bawili. Wszyscy razem tańczą dłuższą chwilę. Światła gasną, muzyka cichnie.
Bit do bita
gra już bryka
nasze dzieło
przyjaźń spięło

KONIEC