Zwrot

– Cześć! – usłyszałem zza przymkniętych powiek i zabrzmiało to jakoś znajomo. Siedziałem właśnie w samolocie, który leciał do Stambułu.
Kiedy otworzyłem oczy ujrzałem Anię. To z nią chodziłem blisko dwa lata jeszcze w liceum. Uśmiechała się do mnie filuternie.
– To ty? Co za spotkanie? – bąknąłem.
– A co u ciebie słychać? – zapytała.
– Jestem na trzecim roku informatyki i piszę pracę inżynierską.
– A prawda! Politechnika! – skwitowała z uznaniem – A jak dziewczyny?
– Na politechnice prawie ich nie ma.
– Ale przecież nie tylko z nimi możesz się umawiać! – nieomalże wykrzyknęła z wyrzutem.
– No tak, ale mnie nie wychodzi, bo nie mam czasu na spotkania.
– Rozumiem. W tobie zawsze było coś z kujona. Przynajmniej z przedmiotów ścisłych.
– Tak źle mnie zapamiętałaś? – wyszeptałem.
– Nie. Ty wcale nie byłeś zły tylko mało się troszczyłeś o życie uczuciowe.
– No, toś mi dowaliła.
– Wcale ci nie mam tego za złe. Po prostu taki trochę inny jesteś i tyle.
– A jak u ciebie te sprawy? – zapytałem chcąc skierować rozmowę na inne tory.
– Szczerze mówiąc, niespecjalnie – przyznała Ania ukazując mi zasmuconą winę.
– No widzisz! – tryumfowałem, ale kiedy wydało mi się, że zaraz się rozpłacze zmiękłem.
– Sama będziesz w Stambule?
– Tak, ale zaplanowałam sobie bogaty program wycieczkowy.
– To może się do ciebie przyłączę, bo ja nie zdążyłem zaplanować zbyt wiele.
– Jasne. Może będzie jak za dawnych lat?
I rzeczywiście tak było. Tydzień w Stambule był cudowny, a potem … wcale nie chcieliśmy się rozstać.