Nazwali mnie Wisia po tym jak odkryli, że nie jestem kotem. Bo na początku zwali mnie Wąsik za te moje wyjątkowo długie i piękne wibrysy. Te gapy nie znają nawet tej nazwy, a pomylenie płci to już wpadka najwyższej rangi. Jest ich czworo. Dwie samiczki i dwóch samców, a wśród nich po jednym starym i młodym. Bardziej o nas dbają samiczki, chociaż ten młody samiec to kiedyś wybudował nam domek i teraz mamy ciepło. Mama mówi, że kiedyś w ogóle tu nie mieszkali. Była tylko ona i moja starsza siostra, która sobie potem poszła. To jednak były biedne czasy bo po jedzenie musieli biegać do sąsiadów. Nie to co teraz kiedy mamy małą stołówkę, również dzieło młodego. Zaraz jak się wprowadzili i zobaczyli moją mamę z małym kociątkiem zaczęli dokarmiać. Tak, że niebawem mama zaszła w ciążę i tym razem wyszły sześcioraczki. Dwoje czarno-białych i czworo szaraczków. Drugim czarno-białym był mój brat, którego nazwali Åapką kiedy sobie złamał tylną łapę. Wtedy wzięli go do domu i nie wypuszczali przez kilka tygodni. Åapka nam opowiadał potem, że wziął go ten młody do swej garsoniery na samej górze. Åapka początkowo chował się pod kanapą. W łazience obok była kuweta z piaskiem. Dziwili się, że od razu wiedział do czego służy. Też mi coś. Jak się trochę oswoił to ten młody chętnie z nim się bawił. Kiedy już Åapka wyzdrowiał to często zaglądał do nich do domu. Nic się nie bał, bo my to woleliśmy trzymać się z daleka. Niestety pewnej zimy łapka zachorował i wyzionął ducha.
***
Wisia jest piękną czarno-białą kotką. Jej futro cudownie błyszczy, a kiedy rozwiera paszczę widać śliczny różowy języczek i śnieżnobiałe zęby. Wisia ma wyjątkowy dar do polowania na stwory obdarzone zdolnością fruwania. Potrafi swoim wzrokiem ściągnąć je na ziemię i obezwładnić przygważdżając do ziemi swoim ciałem. W jej spojrzeniu musi być coś magicznego, że potrafi wykonywać tak niezwykłą sztuczkę. Musieli
