Jako pilot lecący do dalekiej gwiazdy byłem na dwuosobowym dyżurze, gdy reszta załogi spała zahibernowana. Dla zabicia czasu prowadziliśmy z Alexem najróżniejsze dyskusje. Pewnego razu zeszło na homoseksualistów.
– W XX wieku w środowisku homoseksualistów za szczególnie ryzykowne uchodziło tzw. „wyjście z szafy”, czyli ujawnienie swoich preferencji – opowiadał Alex.
– Coś ty? Przecież to w końcu nic takiego.
– Tylko z pozoru. Pod koniec wieku większość społeczeństwa też głosiła takie poglądy, ale chcący się ujawnić nie mógł być niczego pewien do ostatniej chwili.
– Jak to? Przecież musiał wierzyć chociażby w miłość swoich rodziców.
– To niewiele gwarantowało dopóki nie usłyszeli, że ich dziecko „to ma”. Dopiero ich reakcja odkrywała prawdziwe oblicze.
– To jednak zamierzchłe czasy. Dzisiaj nie ma takiej prawdy, której ujawnienie mogłoby tak antagonizować.
– Czyżby?
– A co by mogło? Podaj jakiś przykład.
– Gdybym okazał się obcym.
– Jaja sobie robisz.
– A jednak nim jestem. Nawet mogę to udowodnić.
– Jak?
– Zaraz zniknę i pojawię się po przeciwnej stronie pokoju. Gotów?
– Tak.
I rzeczywiście Alex w niewytłumaczalny sposób przemieścił się. Serce podeszło mi do gardła. Wyszarpnąłem pistolet i zacząłem strzelać. Postać zniknęła, ale po chwili, powrócił jej głos.
– Spokojnie. To był tylko obraz tworzony w twojej głowie zupełnie niepojętą dla ciebie technologią.
– A głos?
– To samo. Myślę jednak, że mniej cię denerwuję, więc tak się wytłumaczę.
– Chcesz usprawiedliwić swoje podstępne pojawienie się?
– Nie mam z czego się tłumaczyć. To wasza psychologia twierdzi, że spokojna rozmowa w dwie osoby w intymnej atmosferze to najlepszy sposób nawiązywania kontaktów.
– Ale jak wcieliłeś się do naszego korpusu pilotów?
– Nic podobnego. Tylko użyliśmy obrazu twego znajomego, gdy on sam nadal śpi zahibernowany.
Sprawdziłem. Miał rację. Nie przyszło mi do głowy aby zrobić to wcześniej.
– Na koniec powiem ci tylko, że zawiedliśmy się na was. Nadal jesteście dzicy jak zwierzęta.
