Gra w przyjaźń

Miejski Dom Kultury mieści się w niewielkim pałacyku w centrum. Przed nim kwitną klomby z bratkami, pelargoniami i innymi kwiatami. W powietrzu czuje się ich zapach dobrze korespondujący z okolicznym bezruchem. To jednak tylko złudzenie, bo w budynku panuje gwar, gdyż właśnie ogłoszono wyniki konkursu plastycznego.
– Nie wiedziałem, że tak fajnie rysujesz. Gratuluję nagrody. – Drobny chłopak, do którego zwraca się nieco wyższy wygląda na zaskoczonego.
– A ja myślałem, że mnie nie znasz, chociaż ja ciebie tak. Bo ty jesteś Marek, prawda? – zagadnięty odpowiada podając dłoń.
– No pewnie Patryku. Przecież chodzimy do równoległych klas. – chłopak odpowiada uściskiem dłoni pytając życzliwie – Pamiętasz jak graliśmy przeciwko sobie w piłkę?
– Jasne. Byłeś niezły na boisku.
– Ale nie tak dobry jak ty w rysunku.
– Co też opowiadasz? O tych moich rysunkach to nie warto gadać.
– Przecież dostałeś nagrodę. A może … – tu Marek zawiesił głos – chciałbyś nam pomóc swoim talentem?
– Myślisz, że mógłbym? – zainteresował się Patryk.
– Pewnie, że tak. Robimy właśnie grę komputerową i chciałbym, żebyś do nas dołączył – chłopak zdaje się kusić.
– To ty umiesz robić gry? – brzmi pełne podziwu zdumienie.
– No masz. Informatyka to moje hobby. Połknąłem bakcyla już w przedszkolu – z dumą mówi Marek.
– Ja nie mam o tym pojęcia i nie wiem czy potrafię ci pomóc – wyraża wątpliwość Patryk.
– Spoko koleś – Marek klepie kolegę po plecach uspokajająco. – Wystarczy, że będziesz fajnie rysował, a ja ci pomogę i szybko skumasz jak to się robi.
– W takim razie jestem zainteresowany.
– Dobrze. To umówmy się na spotkanie. Jutro na dużej przerwie przy bufecie. Pasuje ci?
– OK.
Następnego dnia Patryk podchodzi w okolice okienka, gdzie sprzedawane jest jedzenie. Dookoła rozchodzi się zapach parówek z hot-dogów i używanego do nich ketchupu. Od razu zauważa Marka rozmawiającego z bliżej mu nie znaną osobą. Dziewczyna ma kręcone kasztanowe włosy i twarz o łagodnych rysach. Przez chwilę stoi onieśmielony lecz Marek zauważa go.
– Chodź do nas – Marek przywołuje go kiwnięciem dłoni.
Kiedy Patryk zbliża się dokonuje prezentacji:
– Poznajcie się! To jest właśnie Martyna, która opracowuje projekt naszej gry, pisząc scenariusze i dialogi. A to Patryk, którego wczoraj udało mi się pozyskać.
– Widzieliśmy twoje rysunki Patryku i nie możemy się doczekać, kiedy zajmiesz się naszą grą – odzywa się Martyna.
– A ja jestem ciekaw, jak się tworzy taką grę.
– To może spotkamy się we trójkę już dzisiaj, u mnie po lekcjach? – proponuje Marek.
Okazuje się, że kończą zajęcia o tej samej godzinie, więc niebawem we trójkę ruszają w kierunku mieszczącego się w pobliżu szkoły mieszkania Marka. W jego pokoju jest trochę sprzętu komputerowego, z czego większość zdaje się pochodzić z dawnych czasów. Patryk zwraca uwagę na wiszącą na ścianie długą na półtora metra i szeroką na pół wstęgę papieru z wyszarzałym wzorem ludzkiej postaci.
– A co to jest? – nie wytrzymuje, wskazując ręką.
– Nie poznajesz? To przecież ten piosenkarz Elvis Presley – Marek zdaje się udawać, że nie widzi powodu zdziwienia kolegi.
– No tak. Można się domyślić, ale technika tego rysunku jest bardzo dziwna.
– Więc przybliż się, by dokładnie obejrzeć jak to jest zrobione.
– To przecież są litery, cyfry i inne znaki. Ale czemu ich użyto, a nie wydrukowano graficznie?
– To wydruk z drukarki z lat siedemdziesiątych. One umiały drukować tylko ubogi repertuar znaków i żadnej grafiki. Ten wydruk to taka zabawa programistów, którzy próbowali wykorzystać komputer do bardziej rozrywkowych celów niż tylko tworzenie zestawień liczb, takich jak listy płac.
– Ciekawe. Nie wiedziałem. A skąd go masz?
– Marek to fanatyk informatyki i zbierania staroci związanych z jej początkami. Jak go tylko sprowokujesz to opowie ci niejedną historię o tych tu eksponatach z jego prywatnego muzeum. Na dziś jednak wystarczy, jeśli mamy coś zrobić – wtrąca się Martyna.
Zabrali się więc raźno do pracy. Patrykowi przypadła do gustu tematyka i sposób w jaki ma toczyć się gra przedstawione przez Martynę. Był również zachwycony kilkoma zrealizowanymi przez Marka scenami animowanymi. Szybko pojął, że umowne wzory użyte przez Marka ma zastąpić swoją grafiką.
– Tylko, że ja nie wiem jak się zabrać za narysowanie tego w trzech wymiarach – poskarżył się w pewnej chwili.
– To jest dosyć proste. Wiesz jak się tworzy modele do sklejania z kartonu? – upewniał się Marek.
– Każdy obiekt jest rozrysowany na płasko jako siatka, którą się wycina, zagina i skleja.
– Tu jest podobnie. Wszystko rysujesz na płaskim i przekazujesz komputerowi jak ma „posklejać” ten obraz graficzny w trzech wymiarach.
Jeszcze długo dyskutowali o szczegółach technicznych, aż zrobiło się późno i musieli się rozstać. Kiedy goście wyszli przed dom zaczynało się ściemniać. Martyna mieszkała niedaleko i po drodze do domu Patryka, więc bez żadnej fatygi chłopak ją odprowadził.
Przez kolejne dni, a potem tygodnie trwała ich wspólna praca nad grą. Pewnego dnia Marek przywołał przyjaciół. Stanęli przy oknie wychodzącym na ośnieżone boisko.
– Patrzcie! Jest ciekawy konkurs dla młodzieży na grę komputerową – Marek wyciągnął i pokazywał ulotkę, którą przyniósł ze sobą do szkoły. Startujemy?
– No pewnie – prawie jednocześnie odpowiedzieli Martyna z Patrykiem.
Wraz z nadejściem wiosny zbliżał się termin oddania prac konkursowych. Pewnego dnia kiedy spotkali się na boisku szkolnym Marek zapytał:
– Wiecie, że projekt trzeba zaprezentować osobiście przed komisją konkursową. Rozmawialiście już z rodzicami o tym wyjeździe?
– Moi się zgadzają. Tata pojedzie ze mną – powiedziała Martyna.
– Ja pojadę z mamą – dodaje Patryk.
– A ja nie mogę, więc będziecie musieli we dwoje przedstawić ten projekt w Londynie.
– Jak to? Przecież ty to zainicjowałeś i byłeś cały czas głową projektu. Postaraj się jakoś udobruchać rodziców – Martyna jest wstrząśnięta.
Jednak Marek nie chce już o tym więcej rozmawiać.
Kilka dni później Martyna spotyka Patryka i mówi:
– Dowiedziałam się czemu Marek nie może jechać na ten konkurs, ale musisz mi przysiąc, że nikomu nie powiesz.
Patryk kiwa głową potwierdzająco i unosi prawą dłoń.
– Oni mają trudną sytuację finansową i go po prostu nie stać. Dałabym mu te pieniądze gdybym mogła, ale moi rodzice się nie zgadzają. Może ty wiesz, jak by można mu dyskretnie pomóc? – Martyna jest prawdziwie zatroskana.
– Pomyślę – odpowiada krótko Patryk.
Na tydzień przed wyjazdem Marek nagle zwołuje przyjaciół:
– Spadła wam kiedyś gwiazdka z nieba? – pyta rozpromieniony.
Kiwają z niedowierzaniem głowami.
– To teraz wam zdradzę, że nie mogłem jechać, bo moja rodzina ma problemy finansowe. A tu nagle dzwonią do nas z jakiejś fundacji, że sfinansują mi ten wyjazd razem z opiekunem. Od razu kupili bilety lotnicze i zarezerwowali hotel. Wczoraj odebraliśmy. Pojadę z tatą. Cały czas się zastanawiam, jak się dowiedzieli? Wiadomo wam coś o tym?
Oboje przyjaciół kręci przecząco głowami.
Tego dnia wieczorem w domu Patryka ojciec wzywa go na rozmowę:
– Niepokoję się tym, co ty ostatnio wyprawiasz Patryku.
– Chodzi o te pieniądze, które miałem odłożone na obóz narciarski w Alpach?
– Tak. Co się z nimi stało?
– Przecież uzgodniliśmy, że przekażę je wujkowi Antoniemu na jego fundację.
– Ależ to worek bez dna. Nie możesz się tak wyrzekać prezentów od nas.
– Spokojnie tato. To jest tylko jednorazowa sprawa. Ktoś z moich znajomych był w wielkiej potrzebie i poprosiłem wujka, by te pieniądze mu przekazał. Zgodził się również dochować tajemnicy. Tylko my dwaj wiemy o co i o kogo chodzi. Chyba ufasz wujkowi, że nie zgodziłby się na żadne głupoty?
– Pewnie, że tak, ale wszyscy jak coś darowują to od razu to rozgłaszają i jeszcze odpisują sobie od podatku.
– Mnie to niepotrzebne. Wiesz, że ten obdarowany cieszył się jak przedszkolak i nazwał to „gwiazdką z nieba”? Więc i ty obiecaj, że aby nie popsuć tego zachowasz to co wiesz dla siebie.
– Obiecuję.