Prosty system zegarowy
- Cześć Andrzej. Mamy do ciebie prośbę. Może byś przeczytał nasz skrypt o DATAPOINT i przekazał nam swoje uwagi - mówi Derek.
- Czemu nie. Za kilka dni dam wam odpowiedź - odpowiada Andrzej.
- My potrafimy docenić taką pomoc i zamieścimy odpowiednie podziękowanie - dodaje Janusz.
Po kilku dniach.
- Cześć Janusz. Chcesz usłyszeć moje uwagi o waszym skrypcie - mówi Andrzej.
- Tak chętnie.
- Otóż całość mi się podoba za wyjątkiem ostatniego rozdziału. Opisujecie w nim napisany przez was program wczytywania danych z taśmy i wydruku ich na drukarce...
- Tak to jest przykład programowania współbieżnego. Z dwoma procesami. Chodzi o to by czytanie i drukowanie nie przeszkadzało sobie nawzajem i by wykorzystać pamięć minikomputera tak by przechowywała już przeczytane a jeszcze nie wydrukowane teksty - wtrąca Janusz.
- Niestety program ten napisaliście niestrukturalnie. Jest przykładem tego jak prosty problem można niepotrzebnie skomplikować. Operacje synchronizujące wpisane są w kod poszczególnych procesów zamiast porządnie napisać implementację operacji synchronizujących P i V w postaci jądra systemu operacyjnego.
- No tak ale my nie mieliśmy miejsca żeby opisywać cały system operacyjny.
- Ale spójrz. To bardzo proste. Napisałem tu na brudno cały taki systemik. Dzięki temu, że mamy zegar przerywający działanie każdego programu możemy bardzo łatwo napisać P i V.
- Nie dawaj mi twoich materiałów. Dziękuję ci za uwagi - kończy rozmowę Janusz.
Kilka dni później spotykają się Derek i Andrzej.
- Cześć Andrzej mówił mi Janusz, że miałeś uwagi do naszego ostatniego rozdziału. Czy mógłbyś mi o tym opowiedzieć?
Andrzej wyjaśnia szczegóły swojego rozwiązania.
Po kilku miesiącach Andrzej zagląda do nowo wydanego skryptu. Ostatni rozdział zasadniczo różni się od tego z maszynopisu. Rzeczywiście jądro systemu operacyjnego nie jest zbyt obszerne i nie różni się zasadniczo od jego szkicu. Trochę miejsca zajął słowny opis całości. Zagląda jeszcze do wstępu. Autorzy dziękują recenzentowi wydawniczemu za trafne uwagi.
- A przede mną naśmiewali się, że tak ich wychwalał za oddzielenie ilustracji od tekstu, a przecież redakcja i tak to połączyła - powiedział sobie w duchu Andrzej.
Andrzej Przemysław Urbański
- Cześć Andrzej. Mamy do ciebie prośbę. Może byś przeczytał nasz skrypt o DATAPOINT i przekazał nam swoje uwagi - mówi Derek.
- Czemu nie. Za kilka dni dam wam odpowiedź - odpowiada Andrzej.
- My potrafimy docenić taką pomoc i zamieścimy odpowiednie podziękowanie - dodaje Janusz.
Po kilku dniach.
- Cześć Janusz. Chcesz usłyszeć moje uwagi o waszym skrypcie - mówi Andrzej.
- Tak chętnie.
- Otóż całość mi się podoba za wyjątkiem ostatniego rozdziału. Opisujecie w nim napisany przez was program wczytywania danych z taśmy i wydruku ich na drukarce...
- Tak to jest przykład programowania współbieżnego. Z dwoma procesami. Chodzi o to by czytanie i drukowanie nie przeszkadzało sobie nawzajem i by wykorzystać pamięć minikomputera tak by przechowywała już przeczytane a jeszcze nie wydrukowane teksty - wtrąca Janusz.
- Niestety program ten napisaliście niestrukturalnie. Jest przykładem tego jak prosty problem można niepotrzebnie skomplikować. Operacje synchronizujące wpisane są w kod poszczególnych procesów zamiast porządnie napisać implementację operacji synchronizujących P i V w postaci jądra systemu operacyjnego.
- No tak ale my nie mieliśmy miejsca żeby opisywać cały system operacyjny.
- Ale spójrz. To bardzo proste. Napisałem tu na brudno cały taki systemik. Dzięki temu, że mamy zegar przerywający działanie każdego programu możemy bardzo łatwo napisać P i V.
- Nie dawaj mi twoich materiałów. Dziękuję ci za uwagi - kończy rozmowę Janusz.
Kilka dni później spotykają się Derek i Andrzej.
- Cześć Andrzej mówił mi Janusz, że miałeś uwagi do naszego ostatniego rozdziału. Czy mógłbyś mi o tym opowiedzieć?
Andrzej wyjaśnia szczegóły swojego rozwiązania.
Po kilku miesiącach Andrzej zagląda do nowo wydanego skryptu. Ostatni rozdział zasadniczo różni się od tego z maszynopisu. Rzeczywiście jądro systemu operacyjnego nie jest zbyt obszerne i nie różni się zasadniczo od jego szkicu. Trochę miejsca zajął słowny opis całości. Zagląda jeszcze do wstępu. Autorzy dziękują recenzentowi wydawniczemu za trafne uwagi.
- A przede mną naśmiewali się, że tak ich wychwalał za oddzielenie ilustracji od tekstu, a przecież redakcja i tak to połączyła - powiedział sobie w duchu Andrzej.
Andrzej Przemysław Urbański